2009 – Luty
Przedpołudniowy – Szary, słotny i ponury dzień.Ulice pełne gwaru, płynie falujący, wielojęzyczny tłum. Podniecony i radosny.
Frankfurt się bawi – „Rosen Montag” (Różany Poniedziałek)
A ja od miesięcy miotam się w trwodze.
Moje ręce jak skrzydła wiatraka, podnoszą się i opadają,
jak gdyby chciały ciąć czarną chmurę na strzępy, chmurę strachu i niepokoju,
o zdrowie a nawet życie córki i Jej nienarodzonego jeszcze dziecka.
Dobiega północ.
Ucichł gwar ulic. Teraz tętnią życiem wszystkie knajpy i Puby.
Pustymi już ulicami, pędzę do Szpitala Ducha Świętego.
W głowie kołacze się tylko jedna myśl – Łaski – łaski ,Panie.
Przyszedłeś na świat za wcześnie.
Widzę kruszynkę z pomarszczonym czołem i buzię... Niepokój.
Zamykam Cię w moich niezgrabnych dłoniach i ogrzewam spojrzeniem.
Kwilisz, jesteś zbyt słaby, by wziąć do ust, pierś swojej mamy.
Cierpnę, przy każdej kropelce pokarmu, wlewanego do Twoich ust, z małego kubeczka.
Nie wolno Ci się zakrztusić, nie wolno – powtarzam w myślach.
Błagam Stwórcę, szepczę modlitwy i wołam o pomoc...
Wiary, wiary mi potrzeba.
Ojcze Święty Janie Pawle – Twoja wiara była wielka.
Ojcze – usłysz moje wołanie. Proszę o Twoje,
wstawiennictwo u Matki Maryi i Dzieciątka Jezus.
Błagam o łaskę zdrowia, dla mojego wnuczka Luisa.
2013 – wrzesień
Mam już dwoje wnucząt: Luisa i Carlę. Radosnych i szczęśliwych.Dla Luisa jestem już babcią, choć na początku wołał – bapi. To jedno z jego pierwszych słów.
Dla Carli jestem - To. Może dlatego, że w zabawie wskazując palem mówiłam: to Carla, to babcia. Carla wkrótce będzie miała dwa latka. Czasem jestem jeszcze – To, ale najczęściej
woła – Nana.
W codziennej modlitwie mówię: Dziękuję Ci Ojcze Święty, polecam Luisa i Carlę Twojej opiece i proszę: Ojcze prowadź ich przez życie.
I nic – ponad oczu blask
Prosiłam Panie
O klucz do raju,
Urody dostatek, czaru i powabu moc.
Prosiłam Panie
O życie bez trosk.
Sznur korali, i pierścionek z diamentami.
Prosiłam Panie
O muzyki dźwięki.
Dworskie komnaty, służby ciżbę, strojne szaty.
Dałeś Panie
Dom chędogi, dłoń przyjaciół,
Wnucząt stadko… z oczyma, co blask pereł gaszą.
Dałeś Panie
Ciepło rączek, w dziecięcym uścisku – podane.
I uśmiech – od diamentów cenniejszy.
Dałeś Panie
W duszy granie...
Świat szeroki, i obłoki.
Lasu dary, kwiecia kobierce...
I do pracy – ręce.
Dałeś Panie
Myśl lotną.
Bez granic, swobodną...
Do Danki
Powiadałaś Danko,
że mężczyzna niskiego wzrostu
„z metra cięty”, to intrygant,
za dwóch złośliwy,uparty.
Nie przeczę, ale powiem:
Piękno charakteru, nie wzrostem pisane.
Ten wzrostu słusznego,
Co jak dąb sięga chmury,
Dokopać potrafi i wiecznie ponury.
Na pokaz pawie pióra,
Na co dzień ogon szary,
że despota nad wyraz ,
nikt by nie dał wiary.
To przodków wina,
którym geny robale nadżarły.
Oni rodzą się z kodem...
dzielą ich centymetry,
łączy zaś charakter czarny.
Wszystko jest cieniem
Szron barwi nasze skronie.
A my gniewni i niespełnieni,
Winnych wokół szukamy.
Pozwoliliśmy - by SAMUM*
Zamieszkał w sercach naszych.
Onżaru nie wzniecił...
Nie
ugasił także iskierek,
Co
tląc się, niepokój siały.
Trwaliśmy
zawieszeni
W
przestrzeni czasu.
Zegar
życia tykał ...
Obwiniamy
SALUS**:
Za
niedostatek ...
I
brak miłości ...
Cierniste
krzewy.
Drogi
bez powrotu.
Spopielały
nasze serca,
Jak
pole ...
Które
plonu nie wydało .
Mogliśmy pełniej,
Przeżyć
każdy dzień, zapracować ...
Na
miłości laur.
*SAMUM - gorący i suchy wiatr pustynny; wg wierzeń ogień, który nie dawał ciepła, ani zimna
**SALUS - mit. rzym. bogini zdrowia i dobrobytu
Na krawędzi

Zwyczajne dni . Życia proza.
Rodzina 2 + 2 jakich wiele.
Nieproszona, zjawiła się trwoga.
Pytam los i pytam Boga.
Mam chwilę, dwie?
Więcej mi ich trzeba, Synka jeszcze nauczyć muszę:
- szacunku dla malutkich
- pokory wobec życia
- słuchać jak trawa rośnie
- liczyć liście na drzewie, by wiedział,
że nawet najmniejszy z nich, ma swoje zadanie.
Mijają dni. Otępienie. Czekanie, bez modlitwy, bez strachu.
I ten dzień. Dzień skalpela.
Przebudzenie. Odpływanie.
Ból. Ból bez granic.
Ledwie dostrzegam niebieskich kitli maraton.
Jakieś szepty,
- że z każdą kroplą krwi, życie uchodzi...
Nie wiedziałam, noc, czy dzień nastawał,
Wszystkie jednakowe, poza skalą były...
Błagałam... Panie pozwól odejść, ja już nie mam siły.
Podziwiam walecznych, dzieci Herosy.
Mój duch mały. Paskudnie mały.
A jednak Pan, przy życiu zachować raczył.
Syn wyrósł dorodny.
Tylko ten charakter – taki na wczoraj.
Delikatny, wrażliwy.
Powiadam czasami.
- Synu, nie masz nic i mieć nie będziesz.
Jednemu darujesz, drugi Cię obłupi.
Pomyśl wreszcie o sobie, nie bądź taki głupi.
Syn jest małomówny, jak jego pradziad.
Riposty się nie spodziewałam.
- Mamuś... specyficzne poczucie humoru, mam po tobie,
nikt mnie nie rozumie.
Mówiłaś też, że wystarczy jedna koszula,
byle godność została.
- Ja ciebie też kocham, mamuś moja mała.
Królowa parkietów
Nie ma to jak damą być...
Marzę: o balu, za balem, chcę szampana pić...
Na salonach już bywam, bogactwo tam nie małe...
Ja wytworna i strojna: rękawiczki białe, w dłoni piórek krocie.
Musnęłam portrety przodków - nie jeden był w błocie.
Podejrzliwość rzecz brzydka – Temidzie zostawię.
Spoglądam – biblioteka otwarła podwoje.
Może zdołam, tajniki wiedzy zgłębić, nektar mądrości spić...
W oryginale Goethego skosztować... bez kompleksów żyć.
W labiryncie tomów, myśli się splątały, spłoszone białe kruki, do lotu się rwały...
Starania zawiodły.
Niuanse...
Na salony wracam, ja ich ozdobą...
Moja gwiazda jasno świeci...
Lśnią atłasy, brokaty, złotogłowie.
Brzmi muzyka – granic nieświadoma.
Mendelssohn – kameralnie wydajność spowolnił.
Zatem Strauss – zaczynam od nowa.
Ciche takty walca – głośne obce słowa.
- Schneller, schneller...
Złamać mnie nie sposób, toć ja Lachów plemię.
Czajkowski też miły.
Piruety - płynę, tańczę, wiruję...
Chwila zapomnienia.
Rwa ...zazdrosna – szarpnęła, obłoki rozwiała.
Klęczę na parkiecie, zgarbiona i mała.
Nowy dzień i nowe nadzieje.
Ma być bal, nad balami...
Versace mą pierś opina, szyja diamentowa...
Polonezem zacznę, już jestem gotowa.
W pierwszej parze z miotłą...głowa uniesiona.
Ogiński – serca upojenie...
Paradny, posuwisty krok...
Nagle trzask - ironii bicz. I ten wzrok.
Spontaniczność opadła, pomyliłam krok.
Wodzirej już pierwszy. Puszy się, bryluje...
Tancerz to miernota, ale chłop na schwał.
Za plecami miejsce, w sam raz – dla Putzfrau.
Marzenie
Pragnę spotkać Michała Anioła.
Poproszę, by freskami ozdobił,
czarną stronę życia...
Już teraz, byle nie za późno.
Poproszę też o szkic - na wykonanie laski...
Takiej mocnej, niezwykłej.
Będzie to laska dla mojej duszy,
by się potykać przestała.
Bo gdy odejdę, a dusza zostanie,
to ślepy los zadecyduje,
kto ją ponownie dostanie.
Pragnę by ten KTOŚ był szczęśliwy,
nie musiał słuchać chichotu losu, ani wiatru łkania,
miał godne życie, już od zarania, aż do zmierzchu cichego...
Mój Aniele – proszę, zacznij projekt...
Zegar odmierza godziny, czasu mało,
a do zrobienia, tak wiele zostało.
Oswoić cienie
Znam Pana, który ma argusowe oczy,
Dojrzy każdą plamkę i nic nie przeoczy:
uśmiech żony za blady, firanka za długa,
w zupie mało soli, a pomidor zgniły.
Doglądać wszystkiego, on już nie ma siły.
Biedak tym czuwaniem, taki utrudzony,
na nic nie ma czasu, ni serca dla żony.
Cóż ona – robi niewiele, lub nie to co trzeba,
on ciężko pracuje, na ten bochen chleba.
Baba tępa – dotąd nie pojęła, że Panu,
słodzić miodem... i smarować trzeba.
Zapracował na to – przychylił jej nieba.
Znużony Pan – zasypia wieczorem
a mimo to, ciągle niewyspany.
Rozdrażnienie górą i w łeb biorą plany.
Mruczy, stęka, błędy żony koryguje,
że coś mu umknęło, zupełnie nie czuje.
Goryczy kipiel, płomienie zalała...
zawiniła baba, zrzędliwa i mała.
Z obłoków - na ziemię ją sprowadził...
By nie była dłużej, życiowym ciężarem,
teraz baba popiół zbiera,
po tym – co miało być żarem.
Kręte drogi
Jakiś zamęt. Tłum masek.
A przed tłumem – KTOŚ bez maski kroczy,
znam sylwetkę, wyraz twarzy i figlarne oczy.
Z niepamięci Leon się pojawił,
jak dawniej : żywiołowy, radosny – czarował i bawił.
Dziewcząt wiele – wśród nich Mojra*** też była...
Niepozorna i cicha, lecz spojrzeniem kusiła..
Leon Mojrę przywołał – o całusa prosił,
emablował wytrwale i kielichy wznosił.
Alkoholu opary i mętne spojrzenie,
szalona zabawa, groteskowe cienie...
Potem wszyscy odeszli - niosąc życia brzemię.
Firleje Leona zapomniałam prawie,
gdy ta wiadomość nadeszła,
że życie z Leona zakpiło – utopił się w stawie.
***Mojra - bogini przeznaczenia i losu cziowieka
Co komu pisane
Zbudowali siedlisko, miało być idyllą.
A było pół -trumną, pół-domem,
Rozpoczęli z promykiem – zakończyli z gromem.
Ptakom podobni
W jednym gnieździe, kilka piskląt było,
najsilniejsze... tak się panoszyło,
aż te słabsze z gniazda wyrzuciło.
Szybko w piórka obrosło, w górę szybowało,
inne ptaki płoszyło, litości nie miało.
Szpony i dziób – to za mało,
by jak orzeł w przestworzach się wznosić,
czas skrzydła podciął i przyszło nielota
o przysługę prosić.
Drapieżne ptaszysko umiaru nie miało,
perliczkę choć pomocna na garnek skazało.
Z gniazda, pustka już wyziera...
Wiatr unosi pióra, a psy grzebią kości,
mogło być rodzinnie - zabrakło miłości.
Korzec
Smutny to K r a j, gdzie fobia – fobię goni...
Żyd niegodny tej Z i e m i, za sąsiada niechciany.
Homo niepewnych – pozbyć się trzeba,
Miejsca więcej będzie i bliżej do N i e b a...
Innowiercy - na stos ! nich za życia płoną !
Światło potrzebne, pracującym nocą...
- oni w błocie przemian toną.
W dobrobycie nawet m a l i – w i e l k i m i bywają...
I gdy już obce mikroby na zgubę skazane,
U nich biały obrus na stole ... i mięso podane.
Uczty jednak nie będzie – bo G o s p o d a r z chory...
Gdy do stołu siadał, szydło w d... mu się wbiło...
Konsylium M a r i o n e t e k, pośpiesznie zebrano -
Wyciągnąć je chcieli, ale się złamało...
Miasto i wieś wiarą stoi...szmer modlitwy płynie,
By G o s p o d a r z do zdrowia wrócił, nim dekada minie.
Bez niego – k a r t y o b i e t n i c, zostały odkryte...
Uleciały w N i e b o, bo wiatrem podszyte.
Na wsi zmian już wiele, ale to nie wszystko,
- zlikwidują K l u b y i wesołe disco.
Już w remizach d u d y grają...smętna piosnka leci,
Starzy ściany podpierają – tańczą tylko dzieci.
U W s z e c h p o l s k i e j – alert...
Wkrótce dzielna młodzież – do korzeni wróci -
Ziarno obce ideowo – cepami wymłóci.
Przy urnach żądni przemian - pokazali siłę i złość...
Po wyborach na udziec liczyli – a dostaną kość.
Szumne – damy radę... żenadą powiewa...
Wystarczy zaledwie na sól - do suchego chleba...
Ci na górze – zaciekle walcząc, rozlali pomyje...
Wylali dziecko z kąpielą – bo było niczyje.
Jęzor smrodu pełznie – granice przekracza...
Otrząśnij się P O L S K O ! - gdzie jest duma nasza?...
Jeśli jakaś S i ł a – buty i sporów... z S e j m u nie wymiecie,
P o l s k a – pośmiewiskiem będzie … na tym B o ż y m Ś w i e c i e.
Kwiecień 2016
A gwiazdy tak wysoko
Dwa bieguny los darował,
Dwa bieguny rozkołysał,
Gdy na jednym jasna przestrzeń,
Świat ogromny i radosny,
To na drugim, jak w kokonie:
Ciemno, smutno, obce dłonie...
Od bieguna do bieguna,
Życie biegnie jak po strunach:
Szarpie, stroi, gra...
Raz melodię smutną, rzewną,
To znów rześką i radosną,
Powiew maja, pachnie wiosną...
Od bieguna do bieguna,
Życie biegnie jak po strunach...
Deszczem smaga jesień szara,
Zima srebrem szroni,
A bieguny wciąż się różnią,
Jeden, drugi goni...
Złoty środek już znalazłam...
Nucę piosnkę: rześką i radosną,
czekam... by powiało znowu majem i pachniało wiosną.
Nocą 12.01.2016
Za dzień lub dwa
Kiedy Purpurowy Anioł, światłem mnie przywoła,
poproszę by zaczekał - nie jestem gotowa.
Zapewne zobaczę Kloto**** - będzie przędła wątłą nić,
- splątaną jak życie.
Noc poświęcę marzeniom - odejdę o świcie.
Nad wszystkim czuwa Natura...
W moim sercu wciąż płonie ogień, ten sam,
który pobudza do życia długowieczne sekwoje.
Podziwiam pory roku i ich barwne stroje.
Tej nocy, niespełnione marzenia przekuję w zmysłowość,
potrzebną właśnie teraz - będziemy we dwoje.
Zrzucę obyczajowy gorsecik i z Tobą Kochany,
będę wędrować przez lata słoneczne i miłości łany.
W Twoich oczach zobaczę odbicie mojej twarzy,
z szeptów wyłowię czułe słowa,
zapamiętam dotyk dłoni i mocne ramiona.
O brzasku jutrzenki będę gotowa do drogi
w Świat nieznany i daleki...
Na Ziemię wracać będę z Naturą
światłem księżyca, meandrami rzeki.
Czerwiec 2016
****Kloto - prządka nici żywota